Co to jest black hat SEO? Jak wyeliminować spam w Google?

W ostatnich miesiącach sporo było szumu na temat nieetycznych praktyk biznesowych w branży search marketingu. Wszyscy znamy problem – spamerzy „gwarantujący pierwszą stronę w wynikach” czy sprzedający odznaki „best in search” (przyznawane rzekomo przez klientów). Oczywiście, to tylko mały kawałek „ciemniej strony” biznesu SEO, w rzeczywistości jest on dużo większy.
Napisałem w styczniu o moim (podzielanym przez wielu) marzeniu, by szambo SEO zostało wreszcie oczyszczone. W tej chwili kilku oszustów robi złą prasę całej branży i wiele dzieli nas od sytuacji, w której opinia publiczna darzyłaby branżę SEO szacunkiem i uznawała jej model biznesowy za etyczny i uprawniony. Ale może problem leży gdzie indziej, może jest zdecydowanie bardziej fundamentalny? Może należy całkowicie zmienić reguły gry?
Aaron Wall napisał niedawno świetny artykuł zatytułowany „How to fix the broken Link Graph„. Omawia w nim jak to Google całkowicie zmienił w ostatnich latach obraz branży. Zwrócił z jednej strony uwagę na spadek znaczenia dobrej jakościowo treści, a z drugiej na radykalną zmianę linkowania do zewnętrznych witryn – robi się to teraz w innych celach i w inny sposób, niż dawniej.
Zdecydowanie zgadzam się z głównymi tezami jego tekstu. Jasne – Google pozwolił wypłynąć w rankingach wielu porządnym biznesom. Jednocześnie jednak buduje swoje imperium np. na stronach o często marnej jakości, wyświetlających jednak reklamy AdSense. Aaron wskazuje, że internet jest teraz zanieczyszczony śmieciami jak nigdy wcześniej, przy czym śmieci są bezpośrednim produktem ludzi skoncentrowanych na klikach w ich reklamy AdSense. To spostrzeżenie jest jednocześnie trafne i całkowicie mylne.
Nie twierdzę, że Aaron myli się w swoim artykule – w rzeczywistości trafia w samo sedno. Zmierzam jednak do tego, że u podstaw przepełnienia internetu śmieciami jest etyka – brak zasad etycznych w branży.
Branża search marketingu nie jest tu niczym nadzwyczajnym. Oczywiście, każda branża która pozwala zarobić, szybko zaczyna przyciągać ludzi ślepych na zasady etyki. Im większe zarobki, tym więcej takich ludzi przychodzi.
Co jednak wyróżnia naszą branżę na tle innych, to fakt, że została powołana by pomagać porządnym biznesom stawać się znajdywalnymi w internecie. Tymczasem niektórzy ludzie z naszej branży zorientowali się, że dzięki technikom black hat pieniądze robią się łatwiejsze. W wyniku tego, w sieci powstała specyficzna subkultura black hat. Stanowią ją ludzie tworzący witryny, sieci witryn i jeszcze więcej witryn – tylko dla zysków z AdSense. Robią tak nawet ludzie uważani za liderów branży.
Muszę przyznać, że mnie też zdarzało się kiedyś eksperymentować z technikami, które teraz potępiam. Ale tylko po to, by dowiedzieć się jak to robią konkurenci i by lepiej zrozumieć etyczne metody pozycjonowania. Szczęśliwie, skoncentrowałem się na „obchodzeniu” konieczności produkowania śmieci i całkiem dobrze mi to wychodzi.
Wszystkie te nieetyczne biznesy, oferujące puste obietnice i inne oszukańcze, niemoralne lub w inny sposób nieetyczne schematy sprzedaży produkują niesamowite ilości kompletnych śmieci.
Jasne, Google, z myślą o własnym zysku, powołało do życia mnóstwo świństwa, które na całym świecie wyskakuje użytkownikom z przeglądarek. Oczywiście także Yahoo, Microsoft i mniejsze wyszukiwarki mają tu – w mniejszym lub większym stopniu – swoje winy.
Nie, szczerze mówiąc jest już za późno na ratowanie internetu przed szumowinami. A może jednak jeszcze nie?
W swoim artykule Aaron zasugerował, że metodą ratowania internetu mogłoby być położenie większego nacisku na linkach wychodzących, a nie linków przychodzących czy na śmieciowy kontent, robiony „pod roboty”. Rozważał nawet zmianę modelu biznesowego Google lub wejście nowej wyszukiwarki, działającej na innych zasadach.
Pomysł ten jednakże opiera się na założeniu, że spamerzy, scammerzy i inni praktycy black-hat nie znajdą metod oszukiwania tego nowego modelu. Jest to, w mojej opinii, fundamentalny błąd Aarona.
Każda jedna użyta przez Google technika generowania rankingu, stawała się w końcu polem do nadużyć. To syzyfowa praca, która nie skończy się wcale po przejściu na model linków wychodzących. W końcu wychodzące linki i sam ranking pozostaną domeną botów i algorytmów.
Tak długo jak wyszukiwarki pozostaną przedsięwzięciami nastawionymi na zysk, tak długo jak relewantność będzie oceniana za pomocą matematycznych algorytmów, tak długo jak algorytmy te nie będą w stanie ocenić etyczności kontentu – znajdą się ludzie, którzy nie spoczną, zanim nie znajdą kolejnego obejścia, kolejnej sztuczki. Niezależnie od zmian w algorytmie.
Według mnie, jedyną metodą byłoby całkowite wyeliminowanie wszelkich finansowych motywacji: zarówno po stronie wyszukiwarek, jak i witryn chcących znaleźć się wysoko w wynikach.
Jeśli nie będzie możliwe kupienie pozycji w wyszukiwarce, jeśli nie będzie możliwe zarabianie na reklamach, do których ruch dostarczają wyszukiwarki, wówczas zniknie finansowy bodziec napędzający śmieci. Bo to oczywiste, że to chęć zysku doprowadza do produkcji śmieci.
To chęć zysku prowadzi do powstawania generowanych przez automaty artykułów.
To chęć zysku napędza kupowanie linków.
To chęć zysku prowadzi do pustych obietnic „stań się bogaty w 3 prostych krokach”.
To chęć zysku prowadzi do powstawania bezwartościowych reklam.
Chęć zysku napędza to wszystko.
Jasne, wielu z was śmieje się pewnie teraz szyderczo z mojego pomysłu. Mam jednak nadzieję, że przynajmniej część z was myśli: O rety. On ma rację.
Pamiętam jak to było, gdy 15 lat temu zaczynałem pracę w tej branży. Zobaczyłem wtedy miejsce stworzone do nieskrępowanego przepływu informacji.
W powyższym zdaniu zwróć uwagę na słowo „nieskrępowanego”.
Ludzie mający zasady etyki za nic zawsze znajdą sposób, by wykorzystać nieskrępowany przepływ informacji dla własnego zysku. W prawdziwie otwartym, wolnym internecie ci ludzie mieliby mniej do ugrania. Po prostu dlatego, że przegraliby jakością treści. Z witrynami dostarczającymi jej na zasadach non-profit. Z poważnymi firmami, poważnie traktującymi klientów.
Kontrolę nad jakością treści sprawowałyby organizacje non-profit. Wyposażone w jednoznaczny kodeks rozstrzygania sytuacji wątpliwych. Coś na kształt czegoś czym mógł być DMOZ, a czym nigdy niestety nie został.
Jasne, to szaleństwo sądzić, że internet mógłby być kiedyś zorganizowany na takich zasadach. Przeszkody wydają się być dużo większe niż tylko zorganizowanie odnoszącej sukcesy non-profitowej branży SEO.
Model znany z Yelpa raczej nie zadziała, Yelp bazuje bowiem na opłacie za obecność na liście. A to wywołuje podatność na nadużycia. Także crowdsourcing (poleganie na zagregowanych opiniach internautów z twojego otoczenia) jest na większą skalę nierealistyczny. Nie tylko dlatego, że zbyt łatwo byłoby doprowadzić do nadużyć, ale głównie dlatego, że nie jest możliwe stworzenie sieci wystarczająco dużej, by każde pytanie internauty znajdowało odpowiedź we wcześniejszych zachowaniach jego otoczenia społecznego.
Nie sposób niestety zbudować wystarczająco dużej sieci zaufanych źródeł, przynajmniej biorąc pod uwagę niezbędną wielkość przedsięwzięcia.
Musiałoby zatem chodzić o jakiś model hybrydowy, chociaż mówiąc szczerze nie wiem, jak właściwie miałby wyglądać. Na razie jednak właśnie taki byłby, jak sądzę, potrzebny.
[źródło: Eliminating the Profit Motive in Unethical SEO]
Nowszy artykuł: 4 sposoby na wzbogacenie opisów produktów w sklepie internetowym
Starszy artykuł: Google MayDay = Spadek ruchu z długiego ogona
Tagi: black hat seo, reklama przyszłości, spam google, trendy w marketingu
Podobne posty:
- Aplikacje mobilne: inna nazwa wyszukiwania
- Google łamie własne reguły kupując linki. Gdzie rel=nofollow? [aktualizacja]
- Raport 2k10: największe polskie agencje SEM/SEO [aktualizacja]
- Koniec Yahoo Site Explorera? Jak będziemy sprawdzać backlinki?
- Kto ma więcej zaindeksowanych stron podczas ósmych urodzin Google?
Osoby które odwiedziły tą stronę znalazły ją szukając:
- google Black-Hat
- black hat marketing
- marketing internetowy nie etyczny
|