Google vs. tradycyjny copywriting
…to mój pierwszy wpis na „sprawnym”. Przez kilkanaście lat byłem „tradycyjnym” copywriterem. I tutaj właśnie jest mały problem. Byłem „tradycyjny” jeśli chodzi o używane media. Co się zaś tyczy samego warsztatu byłem wyjątkowo mało tradycyjny.
Od czasu nagród jakie zdobywałem (a jakże, zespołowo;) za 10,5 przylgnęła do mnie etykieta nieszablonowca. Tradycyjny copywriting tak naprawdę jest jednak mało kreatywny. Spektakularne pomysły na spoty TV to kropla w morzu (zarówno w morzu pracy copywritera, jak i zapotrzebowaniu na rynku – włącz telewizor i zobacz sama/sam).
Współcześnie tradycyjny copywriter to autor programów lojalnościowych, eventów, wyszukiwacz gadgetów. Robota mało kreatywna – raczej dla sumiennych rzemieślników niż – powiedzmy – pracujących bez z góry określonego schematu.
Tutaj powinien paść wniosek, że sumienni i odpowiedzialni nadają się i do tradycyjnego i do AdWords, a nieszablonowcy mają wyjątkowo wąskie zastosowanie. Otóż nie.
Naprawdę ciężka kreatywna praca zaczyna się przy AdWords.
Weźmy przykład Agregatora przepisów kulinarnych. Wyobraźmy sobie kampanię tego bloga na Google. Ile skojarzeń nasuwa się Wam z gotowaniem? Nazwy potraw, nazwy składników, okazje na które coś pichcimy, czas w którym emitujemy kampanię… Wystarczy. Ktoś, kto pracuje na tzw. łańcuchach skojarzeń mógłby wymyślić kilkanaście-kiladziesiąt takich kategorii. Nie o to jednak chodzi. I bez „łańcuchów” otrzymamy kilka setek keywords.Nie licz na Klienta, że w briefie wypełni rubrykę „Jaka jest jedyna rzecz, którą chcę przekazać odbiorcy”. Ta rubryka dla Klienta jest obraźliwa, dla Ciebie – ograniczająca. To Ty mówisz Klientowi, co on ma powiedzieć odbiorcom. Nigdy nie próbuj zwalać roboty na klienta.
I tu zaczyna się sztuka. Należy wymyślić, a następnie wybrać te najwłaściwsze keywords i pod nie dobrać 25/35/35 znaków (wolę staromodne, maszynopisarskie określenie „uderzeń”). Copywriter musi dokonać selekcji, a uprzednio mieć z czego wybierać. To pierwszy krok. Podstawowy system pracy.
Drugim jest wyrobienie w sobie czegoś w rodzaju instynktu. Szukasz i jednocześnie zostawiasz to co najlepsze.
Trudne, ale pomyśl, że w tradycyjnym copy masz do zrobienia np. claim (slogan). By go sprzedać musisz ich zrobić kilkadziesiąt, a klient kupi i tak tylko jeden. Przy kampanii Adwords pójdzie wszystko, co dobre. Ile zrobisz, tyle opublikujesz.
To wbrew pozorom bardzo istotna różnica. To co zrobisz jest potrzebne w 100%, a nie w jednym. Praca zdrowsza, copywriter pewniejszy siebie, wydajność i jakość w górę. No chyba, że podpisałeś w umowie z klientem, że agencja zobowiązuje się wykonać 20 sztuk pomysłów ładnych – taki właśnie sposób podejścia króluje u tradycyjnych. Jazda zaczyna się gdy zaczniemy liczyć pomysły. To rozgrzewka. Schody zaczynają się, gdy przychodzi podjąć decyzję (a tę podejmuje zleceniodawca): co jest ładne.
I tak powracamy do najistotniejszej, już zasygnalizowanej różnicy. Musisz, a nie tylko powinieneś, rozpoznać potrzeby Klienta. Przy pierwszej rozmowie z nim ani ty, ani on ich nie zna. Kto więc wie?
Jak to kto? Internauci. Po prostu powiąż to czego ludzie szukają z tym, co klient ma do zaoferowania.
Jak to pięknie brzmi! Czyżby Google przywrócił nam wiarę w marketing jako sztukę myślenia?
Jutro napiszę o nowej profesji — googlewriterze.
Nowszy artykuł: GooglewriterStarszy artykuł: Trendy w internecie i marketingu — raport Morgan Stanley 2008
Bardzo owocna jest taka konfrontacja copywritingu tradycyjnego i adwordsowego. Chyba dla Ciebie jest to zupełnie inna sytuacja – gdy praktycznie od razu widzisz skuteczność swoich tekstów. :-)
W skrócie: Nie jest ładne, to co jest ładne, tylko to, co dobrze sprzedaje.:)
Pisalismy kiedys o tym na blogu – copywriting tradycyjny a internetowy. W pewnym projekcie pieknie wyszly roznice w skutecznosci linkow sponsorowanych pisanych przez copywritera z klasycznej agencji reklamowej i copywritera z agencji SEM.
http://bluerank.blogspot.com/2008/04/linki-sponsorowane-to-nie-ulotki.html
aNETo, prześledziłem link. Umknęło na obu wpisach jedno skojarzenie. Agencja reklamowa pracuje zwykle na budżecie o wiele większym niż na reklamę na Google. Stąd też nawyk agencji: klient ma rację bez względu na wszystko. Żeby zobrazować to: dwukrotnie w latach 90tych zmuszony byłem pisać reklamy na polski rynek po czesku, bo niemieccy klienci byli święcie przekonani, że doskonale rozumiemy mowę Haszka. Na Google, gdzie obowiązują sztywne reguły to niemożliwe. Tradycyjny copywriter, zwłaszcza w agencji może działać na pamięć. W tym przypadku zbytnia ostrożność wobec klienta często wchodzi w konflikt z np. zasadami Google a najczęściej zasadami obowiązującymi rozgłośnie radiowe (ograniczony czas, nieznajomość specyficznego prawa prasowego dla rozgłośni, próby naginania prawa do już sprzedanych pomysłów)