Traumatolog o dominacji jednej witryny w SERP-ach

Jak pisaliśmy w piątek na Facebooku, Google oficjalnie potwierdził, że wyniki pochodzące z jednej domeny mogą zdominować listę wyników wyszukiwania. Takie SERP-y, zapełnione wynikami z jednego źródła, zobaczą użytkownicy pytający o rzeczy „wskazujące na silne zainteresowanie domeną”, wśród przykładów wymienia się „apple ipod” czy „espn nfl”. Jak owa zmiana w algorytmie ma się do googlowego „don’t be evil” i jakie są reakcje branży?
Na swoim oficjalnym blogu, Google podaje przykład zapytania „exhibitions at amnh”, tłumacząc, że skoro internauta pyta o wystawy w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej, najlepiej podać mu wyniki prosto ze źródła. By jednak zapewnić pewne zróżnicowanie wyników, ostatnie 3 wyniki pochodzą z witryn innych niż amnh.org.
Jakie były reakcje branży? Najpierw niedowierzanie. Sprawę poruszył w środę Malcolm Coles, przytaczając kilka przykładów zapytań, odpowiedzi na które zdominowane są przez jedną domenę. Następnego dnia temat podjął Matt McGee z Search Engine Landu, zastanawiając się czy w Google doszło do błędu, czy też mamy do czynienia z testami. Jeszcze w piątek, za Colesem, podobne wątpliwości wyrażał na swoim blogu Cezary Glijer.
Także w w piątek oficjalne potwierdzenie celowości zaobserwowanej przez Colesa zmiany pojawiło się na blogu Google. Wywołało to falę nieprzychylnych komentarzy.
Barry Schwartz z Search Engine Landu przywołał niedawne słowa pracownika Google Petera Norviga, który powiedział: „co do drugiego wyniku na liście, nie chcesz przecież by był on niemal identyczny jak pierwszy. Oczekujesz pewnego zróżnicowania”. Teraz okazuje się, że pierwsze 7 wyników z jednej domeny i tylko 3 ostatnie wyniki pochodzące z różnych źródeł to już wystarczające zróżnicowanie.
Wielu komentatorów podnosi też argument, że Google po raz kolejny zaprzecza deklaracji „don’t be evil”, bo zmiana korzystna jest przede wszystkim dla dużych brandów. Krytycy Google od dawna oskarżają firmę o sprzyjanie korporacjom, a teraz zyskują kolejny argument.
Pojawiają się też argumenty wysuwane z pozycji zwykłego użytkownika Google. Do tej pory internauta, który wyjątkowo życzył sobie wyników z jednej domeny, mógł to łatwo osiągnąć: mniej wprawny wpisując, przykładowo, „apple.com ipod” lub rozwijając link „pokaż więcej wyników z apple.com”, a bardziej wprawny wpisując „site:apple.com ipod”. Teraz, żeby uniknąć wyników z jednej tylko witryny, trzeba będzie ją specjalnie wykluczyć.
Nieco żartując: zarysowuje się nam na razie schemat kolejnych etapów żałoby; po traumie, utracie kogoś bliskiego, każdy z nas przechodzi podobno 4 etapy, kolejno:
- Faza szoku, niedowierzania, zaprzeczania
- Faza pustki, złości
- Faza depresji, dezorganizacji
- Faza reorganizacji, przebudowy życia.
Pierwsze 2 etapy mamy już za sobą, teraz czas na depresję, a następnie reorganizację, o którą najłatwiej będzie osobom odpowiedzialnym za reputację marki. Pełna lub prawie pełna kontrola nad pierwszą stroną wyników dla zapytań brandingowych z pewnością bardzo ich ucieszy.
PS. Warto dodać, że wyniki zdominowane przez jedną domenę zdarzały się już wcześniej, np. Maciej Gałecki z Blueranku na Facebooku pochwalił się 7 wynikami swojego dawnego klienta widocznymi już od 2006-2007 roku.
Nowszy artykuł: Jak policzyć ROI kampanii SEO dla sklepu internetowego?
Starszy artykuł: Wszystkie klęski Google, czyli jest co świętować
Podobne posty:
- Dominacja jednej domeny w SERP-ach teraz jeszcze częściej!
- Google wyświetla rekomendacje z Facebooka w SERP-ach
- Przywiezione z urlopu — dłuuuga domena internetowa
- Kolejne wsparcie Google dla znanych marek
- Google faworyzuje domeny ściśle dopasowane do zapytania. Jak długo jeszcze?
Osoby które odwiedziły tą stronę znalazły ją szukając:
- dominacja
- artykuły do dominacji
- jedna witryna czy wiele marketing